niedziela, 2 sierpnia 2009

Nowe obyczaje.

Wczoraj wcześnie zacząłem dzień.

Najpierw byłem na dole w Królikarni i przećwiczyłem 4 formy chanssigongu (te pierwsze bo je najlepiej rozumiem). Potem zrobiłem dwa razy 19tkę. Komary mnie, bo się zapomniałem popsikać znowu, ale satysfakcja była wprost nirwaniczna. Jestem z siebie bardzo dumny, że mimo wrodzonego lenistwa (no, niestety geny) chciałem tak bardzo, że mi się to udało.

Ale to nie koniec...

Zaraz potem pojechałem sobie na siłownię na zajęcia stretchingu. Pierwszy raz w życiu byłem na takich zajęciach. Alu tu miłe zaskoczenie: większość ćwiczeń wykonywałem bez problemu. Więc tu też się ucieszyłem. Poza tym, cóż, nie ukrywam, że towarzystwo tych wszystkich porozciąganych jak guma dziewcząt sprawiło mi wiele radości.

Stretching wchodzi więc na stałe do planu tygodnia :).

Zastanawiam się jeszcze nad tą jogą, bo nie jestem pewien czy to nie będzie za dużo. Z drugiej jednak strony na jogę chcę iść bardziej ze względu na aspekt wyciszający niż rozciągający. Chyba więc zdecyduję się jednak rozpocząć zajęcia z jogi już w tym tygodniu.

Ech, no mam jazdę na ciało :). Ale z drugiej strony przez większość życia je zaniedbywałem.

Czas najwyższy.

Palę nadal - żeby nie było, że pomijam temat ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz