niedziela, 5 września 2010

Porażka

Niespodziewanie nastąpiła porażka.

Pierwsze podejście do Taiji nie wyszło mi. Zaistniała przerwa w treningach i potem już czułem się wyobcowany wśród innych lepiej ćwiczących.

Byłem za słaby żeby wytrzymać.

Teraz czekam na następny poranek gdy obudzę się i poczuję że to już.

niedziela, 7 marca 2010

Zmiana nastawienia

Celowo nawiązuję do poprzedniego tytułu bo znowu podchodzę od nowa do kwestii sztuk walki i swojego ciała.

Miałem teraz ponad miesiąc przerwy w treningach, bo wybiłem się z ćwiczeń z grupą, a mój trener okazał się nie mieć czasu na kilka treningów z doskoku. Dodatkowo przestałem się nawet rozciągać bo wprowadziła się do mnie w międzyczasie moja dziewczyna i jakoś tak krzywo patrzyła na mnie stękającego w rozkroku wytrwale próbującego dotknąć kroczem podłogi ;).

Chyba dotarło do mnie w końcu, ze bez odpowiedniego nastawienia, miejsca i ześrodkowania w tu i teraz nic nie osiągnę.

Wynajmuję więc salę na stałe z planem powolnego dokupywania różnych sprzętów w miarę rosnących potrzeb. Zaprzestałem koncentrowania się w swoich wysiłkach i planach na jednym systemie, a zacząłem myśleć globalnie.

Chcę ćwiczyć Taiji Chuan, Qi Kung, Bagua Zhang, Xingyi Chuan, Wing Tsun i whatever mi się jeszcze po drodze spodoba. Z każdego będę brał co mi się będzie podobało i co będzie mi bliskie, jedna forma tu, druga tam. Rozgrzewka stąd, power stretching stamtąd, itd. Będę uczył się sam z pomocą tylko instruktorów.

Dzięki temu chcę czerpać z tych akrobacji prawdziwą radość życia nie ograniczoną, planowaniem czy ustawianiem ambitnych celów.

Zapisałem się już na Baguazhang (nie do końca to będzie trening Bagua bo trener jest nastawiony na pobudzanie krążenia Qi poprzez trening co twardszych form Bagua, ale na początek to wiele).

Bo tak na prawdę to mnie chodzi o to, żeby nauczyć się spuszczać porządny wpierdol i cieszyć się umiejętnością wykorzystania swojego ciała; cieszyć się jego czuciem, kontaktem z nim i rozumieniem go. Chciałbym być gibki i rozciągnięty oraz umieć przyłożyć mądrze siłę z ruchu, a nie dużych mięśni.

Plan jest taki żeby w tej mojej nowej sali ćwiczyć codziennie. Co by to nie było: rozcięgnie , formy, okładanie worka, trening siłowy czy medytacja.

Prawda jest taka, że do miejsca w którym teraz się znajduje ze sztukami walki doprowadziły mnie marzenia z dzieciństwa. Nie zrealizuję ich już bo zacząłem późno, ale jeszcze mogę mieć dobre wyniki. I cieszę sie, że w ogóle marzenia te próbuję realizować.

Cóż, trzymajcie za mnie kciuki abym wytrwał bo nie wypracowałem jeszcze odpowiedniej pokory przyznaję.

Tymczasem dla moich czytelników umiejących czytać ze zrozumieniem w języku langauge zamieszcam link do fantastycznego tekstu o treningu jako takim pod wiele mówiącym tytułem "How to Learn Slower".

środa, 6 stycznia 2010

Zmiana struktury

Minęło sporo czasu od poprzedniego wpisu. W międzyczasie ćwiczyłem dużo, rozciągałem się, uczyłem pierwszego laoijia, miałem też dużo przerw w treningach.

Dowiedziałem się wiele o sobie i tym co mogę realnie robić ze swoim ciałem.

Nauczyłem się wiele o stretchingu - na tych zajęciach, o których wspominam poniżej byłem raz jeden i nigdy na nie nie wróciłem - zmobilizowałem się się i rozciągam się w domu - tak jest najlepiej. Kupiłem sobie parę książek o rozciąganiu i eksperymentowałem. Odkryłem iż po stretchingu też najnormalniej są zakwasy, wyznaczyłem granice swojego bólu i wytrzymałości ścięgien.

Rozciąganie to rzecz wspaniała nie tylko pod kątem kung-fu, ale też pod kątem poznania siebie - swojego ciała, emocji i psychiki. Rozciąganie jeśli wykonywane z akceptacją i szacunkiem dla siebie może być bardzo odkrywcze i uzależniające.

Odkryłem, że tai-chi i rozciąganie ciągle mi nie wystarczają. Brak w tym dynamiki. Zacząłem ostatnio więc szukać czegoś dodatkowego i wydumałem sobie, że rozpocznę naukę Ving-Tsun. Idea stylu wydaje się genialna a dynamiki tam nie brakuje. Ving-Tsun kładzie nacisk na walkę górną częścią ciała, nogi mają tam charakter pomocniczy jak zauważyłem. Sztuka ma ta zdaje się cztery nie za długie formy włacznie z jedna na instrumencie stacjonarnym. Wygląda zachęcająco. Jednakże będzie wymagała znowuż przystosowania się do kompletnie innej filozofii ruchu - szybkości i refleksu. Z założenia ćwiczy się tam bez rozgrzewki żeby przyzwyczaić organizm do działania w sytuacjach nagłych.

Do tai-chi przyznam nie starcza mi trochę cierpliwości. Z jednej strony rozumiem, że tu idea jest taka że adept najpierw ma nauczyć się form tak dobrze żeby wykonywać wszystkie ich ruchy bez zastanowienia, całkowicie intuicyjnie i dopiero wtedy przechodzi się do kierowania chi a potem aplikacji. Rozumiem taką logikę. Brakuje mi jednak chociaż kilku aplikacji. Brakuje mi zrozumienia jaki sens ma ruch, który tak często powtarzam. Podobnie nie ćwiczy się jeszcze z nami istoty fa jin ani chin na, a wydaje się, że to właśnie chin-na byłoby dla młodego adepta tai-chi ciekawym przerywnikiem.

A tak chodzę na te treningi i trochę już czasem bezmyślnie powtarzam te ruchy zdaje się często bez żadnej subtelności. Nie umiem na nich się odpowiednio skupić gdy nie wiem czemu służą. Chciałem się parę już umówię na lekcje indywidualne z naszym trenerem, ale nie ma on ciągle czasu w normalnych godzinach po pracy co mnie bardzo zaskoczyło bo spodziewałem się, że z takich indywidualnych zajęć nasz trener głównie żyje, a tu niespodzianka.

Zdaje się, że sam sobie na to poradzę i poszukam innego trenera do zajęć indywidualnych i kupię na Amazonie jakieś DVD z aplikacjami. O! To jest dobry pomysł. Na razie kupiłem parę DVD z formami. Teraz kupię parę z aplikacjami i może potem będę mógł powiedzieć ,że chociaż rozumiem sens ruchu, który wykonuję.

Ostatnio zrozumiałem, ze te treningi tai-chi dwa razy w tygodniu to jest stanowczo za mało aby się czegoś o tai-chi dowiedzieć. trzeba i tak większość pracy odwalać we własnym zakresie. We własnym zakresie dbać o rozciągnięcie, kondycję fizyczną i motywację. Szkoda, że w Warszawie nie ma szkoły tai-chi z prawdziwego zdarzenia, takiej z salami, klimatem, itd. Wiem, że komuś może to zalecieć tandetą, ale mnie by to pomogło w motywowaniu się do pracy i zwalczeniu własnego lenistwa.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie i idę trenować na mróz i śnieg.

niedziela, 2 sierpnia 2009

Nowe obyczaje.

Wczoraj wcześnie zacząłem dzień.

Najpierw byłem na dole w Królikarni i przećwiczyłem 4 formy chanssigongu (te pierwsze bo je najlepiej rozumiem). Potem zrobiłem dwa razy 19tkę. Komary mnie, bo się zapomniałem popsikać znowu, ale satysfakcja była wprost nirwaniczna. Jestem z siebie bardzo dumny, że mimo wrodzonego lenistwa (no, niestety geny) chciałem tak bardzo, że mi się to udało.

Ale to nie koniec...

Zaraz potem pojechałem sobie na siłownię na zajęcia stretchingu. Pierwszy raz w życiu byłem na takich zajęciach. Alu tu miłe zaskoczenie: większość ćwiczeń wykonywałem bez problemu. Więc tu też się ucieszyłem. Poza tym, cóż, nie ukrywam, że towarzystwo tych wszystkich porozciąganych jak guma dziewcząt sprawiło mi wiele radości.

Stretching wchodzi więc na stałe do planu tygodnia :).

Zastanawiam się jeszcze nad tą jogą, bo nie jestem pewien czy to nie będzie za dużo. Z drugiej jednak strony na jogę chcę iść bardziej ze względu na aspekt wyciszający niż rozciągający. Chyba więc zdecyduję się jednak rozpocząć zajęcia z jogi już w tym tygodniu.

Ech, no mam jazdę na ciało :). Ale z drugiej strony przez większość życia je zaniedbywałem.

Czas najwyższy.

Palę nadal - żeby nie było, że pomijam temat ;).

piątek, 31 lipca 2009

Bóle...

Ominąłem sobie jeden trening po powrocie z obozu żeby dać kolanom odpocząć...

Byłem wczoraj na treningu i dziś mam takie zakwasy jakbym nie był na żadnym obozie.

Wczoraj ćwiczyliśmy po raz pierwszy tui shou na jedną rękę w staniu. Wykończyło to mi nogi ku mojemu zdziwieniu. Ale ćwiczenie jest git :).

No i zeżarły mnie komary bo zapomniałem psikacza ;).

wtorek, 28 lipca 2009

Piotrzeba Tai-Chi

...demonicznie prześladuje mnie potrzeba wykonywania 19-stki. A tu siedzę w pracy i nie mogę...

Chyba zacznę sobie rano strzelać formę...

niedziela, 26 lipca 2009

Return of the Jedi

Wróciłem.

Umiem już całą 19-stkę. Jestem dumny jak paw :).

Są zakwasy. Starałem się ćwiczyć w niskich pozycjach i chyba przegiąłem. Na tym etapie biodra stawiają jednak opór i nie ma sensu nóg rozstawiać zbyt szeroko bo to powoduje problemy przy zwrotach w formie: trudniej jest utrzymać równowagę oraz trudniej jest kontrolować rozkład ciężaru między nogami. A to przecież ważne.

Na obozie był postawiony nacisk na formę. Chanssigong'u zasadniczo nie było. Uważam, że to błąd zważywszy, że były tam osoby nie mające wcześniej w ogóle kontaktu z tai-chi. Osoby te miały problemy z przenoszeniem ciężaru ciała i ruchami rąk w formie. Nie dziwię się, bo wg mnie bez ćwiczeń rozwijania jedwabiu wiele w tym stylu się nie zdziała, bo niewiele rozumie się z fizyki ruchu.

Nad morzem nie było niestety dobrej pogody - dużo padało i wiało więc ani jednych zajęć nie mieliśmy na plaży. Część była w salce a część na polance. W ogóle pogoda była bardzo zmienna.

W każdym razie jestem bardzo zadowolony, bo oprócz opanowania formy poznałem lepiej kolegów i koleżanki z grup średnio i zaaawansowanej oraz instruktorów. No i poznałem parę fajnych osób.

Było dużo rozmów o formie, o taiji, o sztukach walki w ogóle. Rozmawialiśmy o daoiźmie, buddyźmie i trochę filozofii życia w ogóle. Tak więc dla każdego coś miłego.

Już w poniedziałek kolejny trening. Nie mogę się doczekać bo mam kupę pytań o ustawienie stóp i ciężar ciała.

Od pewnego czasu interesuję się formą Chen z mieczem. Jestem leworęczny i na obozie się "załamałem", gdy obserwując kolegów zaawansowanych zdałem sobie sprawę, że przecież miecz na początku trzyma się w prawej ręce. Będzie mi ciężko z tym mieczem ;).

Wzmocniły mi się odczuwalnie nogi, barki i klata. Nie sądziłem że taiji już na początku będzie wpływało na jakość umięśnienia. A to nie tylko mięśnie. Czuję też poprawę kondycji ścięgien i mięśni stabilizatorów. Moje kolano z pęknięta łąkotką zdecydowanie się wzmocniło i boli mnie odczuwalnie mniej.

To teraz pewnie od września przeniosą nas do grupy średniozaawansowanej i będziemy przyjmować Laojia Yilu. Szybciej to idzie niż sądziłem. Padłem zdaje się ofiarą obiegowych stereotypów na temat taiji :).