Acha, i jeszcze jedna ważna sprawa. Przydałoby się opisać stan mojego zdrowia, ducha i styl życia zanim rozpocząłem praktykę.
Zanim rozpocząłem praktykę Tai-Chi:
- paliłem papierosy w ilości 10 dziennie,
- miewałem bóle odcinka szyjnego,
- miałem bóle kolan związane z chorobą pod tytułem rozmiękanie rzepek (która mi się objawiła kilka lat temu),
- miałem duże bóle jednego z kolan związane z pęknięciem łąkotki bocznej (dzięki mojej własnej głupocie kilka lat temu w Bieszczadach),
- miałem drętwienia w łydkach spowodowane z pewnością paleniem papierosów,
- nie radziłem sobie ze stresem (czasem nawet kłopoty z zasypianiem),
- denerwowało mnie moje ciało ze swoimi ograniczeniami.
A jak jest teraz?
Niestety niewiele na razie się zmieniło :). Dalej palę itd. Natomiast nie miewam już:
- bóli odcinka szyjnego (zachowuję się z pewnością bardziej ergonomicznie)
- chronicznych bóli obu kolan (mimo iż na początku podczas zhan zhuang kolana mnie po prostu narywały),
- lepiej radzę sobie ze stresem (troszkę lepiej ale zauważalnie).
Ponadto już na tak wczesnym etapie praktyki tai-chi moje ciało mało że przestało mnie denerwować to zaczęło mnie bardzo ciekawić, bo zacząłem zauważać pewne zależności ruchu, obciążeń, zmęczenia i skupienia. Nie będę jednak Was męczył szczegółami bo to i tak są sprawy bardzo indywidualne ;).
Aha, no i cóż - muszę się przyznać że zaczyna mi cholernie przeszkadzać, że palę papierosy. Nie wiem, jakoś tak powoli palenie zaczynam postrzegać jak truciznę. Nie oznacza to, że zaraz będę rzucał ten nałóg, ale myślę, że to wszystko idzie w tym kierunku...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz