O Matko! Wczoraj na treningu, znienacka nasz instruktor zarzucił ćwiczenia całej 19stki. A nasza grupa dopiero co skończyła drugą linię. Było dużo śmiechu ze zmieszania i kupa małpowania. Na dodatek, spośród kolegów z grupy średniozaawansowanej, których instruktor rozstawił na około naszej grupy początkującej tylko jeden umiał tą formę.
Nie bardzo mi się to podobało przyznam. Jeszcze komary gryzły jak cholera bo treningi teraz mamy już na Polach Mokotowskich.
Cóż, muszę przyznać, że liczyłem na trochę bardziej "analityczne" podejście. Liczyłem, iż od początku będzie nas się uczyło bardzo dokładnie każdego ruchu. Ale może szkoła nie chce zanudzić ludzi na śmierć.
Nie wiem ile z tego mi się utrwali. W każdym razie na następne zajęcia przynoszę litr OFFa na komary... A parno było, że hej... Ćwiczyliśmy pod wielką, czarną i ciężką chmurą. Każdy czekał aż się ta chmura urwie, ale na szczęście się nie urwała.
Za dwa tygodnie jadę na obóz. Wczoraj, na treningu instruktor poinformował mnie, ze dla początkujących planowana jest nauka laojia yilu - zajebiście. "Ucieszyłem" się bardzo. I jeszcze się chwalił, że w zeszłym roku w tydzień, zrobili na obozie całą starą formę.
Już wiem ,że z wczuwania się w swoje ciało na obozie raczej nici. To będzie raczej rąbanka form.
Panowie! Czy ja mogę prosić troszkę wolniej?!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz