Jestem na początku. Zacząłem ćwiczyć Tai-Chi dnia 10 kwietnia 2009r. To był dobry dzień. Rozpoczęcie treningu Tai-Chi było jak dotychczas z pewnością jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu i pewnie jedną z pierwszych świadomie podjętych dla samego siebie.
Styl, które ćwiczę to Chen. Jest to styl zdaje się pierwotny, od którego początek wzięły inne style Tai-Chi, w tym styl Yang, który dziś jest jak się zdaje najbardziej na świecie rozpowszechniony.
Rozpocząłem praktykę Tai-Chi w stylu Chen świadomie ponieważ zależało mi na aspekcie bojowym. Chen jest stylem dynamiczniejszym nić Yang (o formach innych stylów na razie nie wiem praktycznie nic).
Trafiłem do dobrej szkoły. Uczą tam charyzmatyczni i świadomi sztuki instruktorzy a właściciel szkoły jest osobą godną zaufania i dbająca o dobro swoich uczniów. Nasz mistrz jest uczniem grand mastera Chen Xiaowanga (GMCX). Uwielbiam oglądać formy w wykonaniu GMCX.
Zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu niedaleko miejsca gdzie mieszkam.
Obecnie jestem na etapie nauki formy 19 obrazów. Cieszę się poznając nowe ruchy. Cieszy mnie logika, którą w nich widzę. Co ciekawe, wbrew moim oczekiwaniom im ruch trudniejszy tym prostszy mi się wydaje. Zajęcia sprawiają mi ogromną radość mimo, że jest to duże wyzwanie "neurologiczne" ponieważ wymaga od ciała rewizji pojęć takich jak równowaga, koncentracja, chodzenie, prosta sylwetka, stanie, ruch. Tak, są to dość podstawowe pojęcia dla naszego życia codziennego, szczególnie dla takiego 32 letniego faceta jak ja ;).
Ostatnio na zajęciach doszliśmy zdaje się do końca drugiej linii 19-stki, ale nie jestem pewien szczerze mówiąc bo nie pamiętam jeszcze nawet teoretycznie wszystkich obrazów - przyjdzie z czasem.
Cel jednakże nie jest aż tak ważny. Powiedzmy sobie szczerze: to droga jest ważna. Jeśli będziemy skupiać się tylko na celu nie osiągniemy nic w Tai-Chi. W życiu z resztą też nie. Dzieje się tak bo żyjemy tu i teraz a nie tam, gdzie jest cel. Zostawmy jednak filozofię na boku.
Co czuje ćwicząc Tai-Chi? Czasem czuję, że płynę i wtedy Tai-Chi daje mi ogromną radość. Kiedy indziej czuję, że ruszam się jak zardzewiały tryb w jakiejś machinie. Wtedy rozumiem, że jeszcze nie zrozumiałem ruchu, który właśnie wykonuję. Kiedy indzie znowu nie mam kompletnie pojęcia co robię. Ale robię. Małpuję i nie pytam. Jeszcze za wcześnie na pytania. Nie chcę zresztą na razie pytać bo wiem, że i tak nie wiem jeszcze o co pytać, a mielenie ozorem dla samego mielenia niewiele daje.
Decydując się na Tai-Chi chodziło mi zresztą waśnie o drogę. Ja w Tai-chi praktycznie nie mam celu. I mam ważenie, że to właśnie to pozwala mi się cieszyć ćwiczeniami bardziej niż czymkolwiek innym w życiu.
Za dwa tygodnie jadę na obóz nad morze. Oczekuję ciężkiego treningu. chcę wczuć się w swoje ciało, a nie jest to łatwe. Słuchać swojego ciała trzeba się nauczyć. Słuchanie w ogóle nie jest łatwe... Chcę płynąć :).
Proponuję Wam do przeczytania książkę autorstwa Jou Tsung Hwa od tytułem "Droga Tai-Chi".
W planach moich jest także rozpoczęcie praktyki Jogi. Z początku chciałem równolegle z nauką Tai-Chi rozpocząć naukę Wing Tsun ponieważ jednym z moich bohaterów życiowych jest Bruce Lee. Potem jednak zrozumiałem, że to bez sensu i, że tak na prawdę nie chodzi mi przecież o to by stać się zabijaką. Chodzi mi o to by się lepiej poznać. Aby być lepszym dla innych. Aby żyć w zgodzie ze światem, a koniec końców być szczęśliwym człowiekiem (na razie to tak sobie mi to wychodzi).
Myślę, ze dzięki Jodze mogę szybciej (niż poprzez sam trening Tai-Chi) dojść do poziomu wyciszenia umysłu, który pomoże mi lepiej trenować Tai-Chi.
Chcę wyciszyć swój umysł. Chcę dzięki temu lepiej zrozumieć co na tym świecie jest dla mnie, czyli co sprawia mi największą radość. Chcę także być po prostu dobry dla siebie i swojego ciała. Chcę żyć w uświadomionej zgodzie ze sobą na wszystkich poziomach.
Odważny i ambitny to cel, ale ponownie: to droga jest najważniejsza. A cel niech sobie będzie :).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz